PIERWSZY ROK ERY POPLUSKIEWNEJ
Serdecznie witam Państwa
w nowym roku. Cieszę się bardzo, że spotykamy się ponownie na
łamach "Ełk i My" i mam nadzieję, że lektura moich
artykułów również w tym roku (?) przyniesie Państwu wiele
przyjemności; co najmniej tyle, ile mi przynosi pisanie tych
artykułów. Dzisiejszy tekst nie będzie oryginalny, jak zdążyli
się Państwo pewnie zorientować po jego tytule. Zanim przejdę
do przysłowiowego ad remu, proszę zwrócić uwagę na to, że mój
artykuł ma tytuł inny niż zwykle. Kolegium redakcyjne doszło
bowiem do wniosku, że kto miał kupić komputer, ten już go
kupił i więcej namawiać nie trzeba. Mam nadzieję, że zmiana
ta nie utrudni czytelnikom odnalezienia tego tekstu wśród
innych.
A teraz do rzeczy. Z wiadomej okazji we
wszystkich gazetach roi się od różnego rodzaju zestawień, porównań
i rankingów wszystkiego co ludzkość do chwili obecnej osiągnęła
i co jest z tej listy najważniejsze. Nie będę tu oczywiście
powielał tych wszystkich tabel, ani nawet rzeczonych zestawień
omawiał, bo nikt tego nie wydrukuje w "EiM" z uwagi na
skromność miejsca po pierwsze, a brak celowości po drugie i
najważniejsze. W jednym działalność rankingowa prowadzona na
łamach znakomitej większości czasopism jest pożyteczna.
Pozwala spojrzeć na kreatywność ludzkości całościowo i
zadumać się nad wielkością rasy człowieczej. Czasami również,
lektura takich kompilacji przypomina to, o czym wszyscy niby
wiemy, ale jakoś z głowy wywietrzało. Jeśli zaś kto ma
odrobinę więcej czasu, a okres świąteczny zjawisku nadmiarowości
czasowej sprzyja, można się również zastanowić, co my sami
cenimy najbardziej wśród wielości ludzkich dokonań.
Tak właśnie zrobiłem ja i zamyśliłem
się nad tym, co w historii komputerów było jajkiem i zaczynem.
Przeglądając odnośne tabele i kroniki napotykałem różne
początki komputerowego boomu obecnie trwającego. A to liczydła
wymyślone gdzieś w Chinach w zamierzchłej przeszłości, a to
arytmometr Pascala, który przetrwał w użyciu do czasów nam
współczesnych. Inni wskazują na system dwójkowy i algebrę
Boole'a jako na początek komputerowej przygody ludzkości. Ja zaś
uważam, że początek był o wiele mniej górnolotny
niż chcemy się do tego, jako przedstawiciele rasy ludzkiej
przyznać. Podłożem do wynalezienia komputera w pierwszej
postaci, podobnie jak i podłożem zdecydowanej większości
wynalazków było zwykłe, przyziemne ludzkie lenistwo. Nie chciało
się nam liczyć "na piechotę", ot i wszystko. Później
okazało się, jak to początkowe lenistwo nam dopomogło, gdy
okazało się, że maszyna nie tylko liczy za człowieka, ale
jeszcze robi to zdecydowanie szybciej. Bardzo się ta właściwość
przydała w naszych czasach pośpiechu. Inna teza o początkach
współczesnych komputerów jest jeszcze bardziej przewrotna, ale
również nietrudna do udowodnienia. Jeden człowiek chciał pop
prostu szybciej i skutecznie unieszkodliwić, pokonać itp.
drugiego człowieka i wymyślił ENIAC'a. A jak było naprawdę?
Prawda leży jak zwykle po środku.
Tematem, który od miesięcy już nie
schodził z pierwszych lub w najgorszym wypadku z drugich stron
gazet, była tzw. milenijna pluskwa. Dyskutanci różnego rodzaju
zastanawiali się publicznie, czy świat zwariuje, gdy skończy
się ostatni rok z serii 19xx, czy też wszystko potoczy się
dalej, jak gdyby nigdy nic. Całą sprawę wywołali programiści
i właściciele firm komputerowych. Jakiś czas temu poszła w świat
informacja, że komputery do zapisu roku w dacie używają tylko
dwóch cyfr i trzeba to koniecznie zmienić, bo inaczej nasze
elektroniczne liczydła potraktują rok 2000 jako 1900 i się
cofniemy o sto lat w rozwoju. Szumu było sporo, powołano
odpowiednie komisje i inne gremia do zbadania kwestii i
zaradzenia złu. Jakiś czas potem te same firmy komputerowe zaczęły
zapewniać, że ich sprzęt jest już odporny na atak pluskwy
tysiąclecia. Sądzę, że firmy te padły ofiarą własnej
chytrości. Ludzie poszli po rozum do głowy i tam znaleźli
doskonałe rozwiązanie: nie kupujemy komputerów przed końcem
roku 1999. Obroty potentatów komputerowych zaczęły spadać z
tego powodu szybciej niż rosły zyski wynikające z kontraktów
na przygotowanie już istniejących systemów do nowej ery. Jest
takie stare powiedzenie pasujące jak ulał do tej sytuacji, gdy
nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Jestem chyba
jedną z niewielu osób, które od początku traktowały sprawę
problemu roku 2000 jako sztucznie nadmuchany balon wypuszczony
dla zysku. Ktoś może zapytać, dlaczego mówię o tym dopiero
teraz, gdy sprawa się wyjaśniła. Otóż nieprawda, swoje
stanowisko wyraziłem raz, w obecności swojej żony. I oberwało
mi się. "Jak się nie znasz, to nie zabieraj głosu",
tak można w luźnym tłumaczeniu przedstawić opinię mojej żony
na temat moich kompetencji. Potem było coś o zdrowiu
psychicznym, ale mniej oględnie. Słyszałem też głosy, że cała
sprawa to spisek producentów świec. A prawda jak zwykle leży
po środku.
Na zakończenie, tytułem dygresji, chciałbym
dorzucić swój kamyczek do chronologicznego ogródka. Rok bieżący
narobił sporo zamieszania również z innego powodu. Wielu
zastanawiało się, pierwszy to czy ostatni rok wieku i tysiąclecia?
Rozmyślania to całkiem niepotrzebne. Jest to z całą pewnością
rok ostatni i wcale przez to nie traci na swoim znaczeniu. Jeżeli
wiek to sto lat , a tysiąclecie to lat tysiąc, to aby okresy te
upłynęły musi minąć odpowiednio sto i tysiąc lat. Ponieważ
roku zerowego nie było więc, a zresztą wszyscy wiedzą o co
chodzi tylko się przekomarzają przez wrodzoną ludzką
niecierpliwość. Podświadomie chcemy mieć już za sobą te
wszystkie magiczne daty i okresy i wrócić do normalności.
Czego Państwu i sobie życzę.
Wojciech S. Wawrzyńczak
[ Powrót ]