ROK W BUDOWNICTWIE
Gdy Szanowni
Czytelnicy otrzymają ten numer do ręki, tematem numer jeden w
mieście będzie otwarcie pływalni. Udało się pomimo wielu
przeciwności, o których lepiej nie pamiętać w takiej chwili.
Początek roku, no i okrągła data skłaniają do podsumowań,
jakim ten miniony rok był w budownictwie. O sprawach oczywistych
staram się nie pisać, nie lubię też nikogo chwalić, jeśli
coś idzie dobrze to należy przyjąć, że wszyscy robili to, co
do nich należało. Na pochwały zasługuje jedynie to, co wybija
się ponad przeciętną.
Przez ostatnie lata w ogóle jesteśmy świadkami
dużych zmian w mieście. Ten miniony rok był szczególny. Miała
miejsce długo oczekiwana wizyta papieża, a co za tym idzie,
wiele spraw z dziedziny inwestycji siłą rzeczy było jej
podporządkowane. Co jednak nie spotkało się z powszechnym
zrozumieniem czy akceptacją. Wszyscy jednak tej wizyty chcieli i
musieli pogodzić się, że miasto na czas wizyty ma wyglądać
godnie. Nie uważam żeby z tego powodu zaniechano jakiejś ważnej
rzeczy, na przykład, że wpłynie to na termin realizacji pływalni.
Chociaż w inwestycjach miejskich jeszcze przez najbliższych
kilka lat tak będzie, że trzeba wybierać między sprawami
najniezbędniejszymi. Osobiście najbardziej cieszę się z coraz
dłuższych nowych chodników, dzięki czemu spacery z dziećmi są
przyjemnością, a nie utrapieniem.

Dom biskupi przy ul. Kościuszki w Ełku
fot. Grzegorz Pachucki
Niewątpliwie w
dziedzinie architektury najbardziej znaczącym obiektem, jaki
powstał w ostatnim roku w mieście było centrum diecezjalne, które
i tak przez ełczan będzie nazywane pałacem biskupim. Inne
diecezje mają pałace biskupie to i nas nie będzie inaczej.
Jego otwarcie na przybycie Ojca Świętego było wydarzeniem. Ci,
którzy pamiętają ulicę Kościuszki sprzed 20 czy 30 lat mają
możliwość porównania tamtego widoku z obecnym. Tak nawiasem mówiąc
plac przed obecną katedrą jest dziełem przypadku, a może
zbiegu sprzyjających okoliczności. Nikt go tak na dobrą sprawę
nie projektował i nie było go w miejskich planach. W latach 70-tych
planowano przebicie ulicy Chopina do ulicy Wojska Polskiego, ale
z jakichś powodów tego zaniechano. Pobudowano kwartał zabudowy
blokowej po wyburzeniach starej zabudowy, ale ostał się
dwurodzinny domek, który znalazł się na planowanej ulicy. Nikt
nie miał śmiałości przez 20 lat podjąć decyzji, co z
opustoszałym sporym miejscem zrobić. A kiedy powstało
biskupstwo i kościół został wyniesiony do rangi katedry, stało
się zrozumiałe, że to miejsce wymaga szczególnej oprawy. Pamiętam
ile dyskusji wzbudziła budowa parkingu w tym miejscu, kiedy było
wiadomo, że trzeba choć na tymczasem je zagospodarować. Dzięki
budowie pałacu biskupiego plac uzyskał zamknięcie od strony
rzeki i stał się prawdziwym miejskim placem. Tylko na planach Ełku
Plac Katedralny jeszcze nie zaistniał. Byłem zwolennikiem, ażeby
przejście przez rzekę było na przedłużeniu ulicy Chopina,
jako najkrótsze połączenie centrum miasta z Placem Sapera.
Niestety nowy mostek powstał na przedłużeniu ulicy Żeromskiego.
W miniony rok zmienił się najbardziej
widok miasta od strony jeziora. Nareszcie po wielu latach od
powzięcia decyzji powstała nowa ulica Pułaskiego. Jednocześnie
rozpoczęto jej zabudowę, dzięki czemu hotel "Horeka"
nie stoi już samotny jak palec. Zapewne ulica nabierze kształtu
dopiero po wybudowaniu wszystkich budynków, ale już w tym roku
ożywi się pasaż nad jeziorem. W radzie miejskiej powstał spór,
który widok miasta jest ważniejszy, czy ten znad jeziora czy z
Placu Sapera. Możliwe, że wizyta Ojca Świętego zmieniła
nieco wygląd miasta od strony rzeki i znaczenie samego placu,
ale promenada nad jeziorem pozostanie główną wizytówką
miasta i to na nią będą ciągnąć tłumy spacerowiczów i
turystów. Źle by się stało gdyby zaniechano znów na kilka
lat dokończenie nabrzeża i budowę ulicy Nadjeziornej. Jak już
wcześniej pisałem władze miasta nie uciekną przed następną
"polityczną" decyzją, - co z pomnikiem Ruchu Ludowego?
O ile wiem zlecono sporządzenie koncepcji zabudowy tego
fragmentu skarpy. Ale jakoś na ten temat cicho.Nareszcie ulica
Wojska Polskiego przestała razić dziurami w zabudowie, no może
jeszcze dwie zostały: przy Domu Rolnika i między numerami 1 i 5.
Jeszcze gdyby nowopowstałe budynki inwestorzy zechcieli otynkować
to byłaby pełnia szczęścia dla fotografów wydających pocztówki
z Ełku. Wreszcie pod koniec roku udało się urzędowi sprzedać
budynek nr 26, od lat straszący rozwalonym dachem po pożarze.
Proszę zwrócić uwagę, że najwięcej zdjęć przedwojennych
było właśnie z tego fragmentu miasta. Na powrót stała się
znów ulicą prestiżową, bo mieści się na niej najwięcej
banków. Z uporem maniaka będę powtarzał przy każdej okazji,
że należy wrócić do odtworzenia dalszego ciągu zabudowy
Wojska Polskiego na skarpie od budynku PZU przy wlocie ulicy Pułaskiego
do ulicy Grunwaldzkiej. Pozostawianie otwartej przestrzeni na całym
tym odcinku jest nielogiczne i niehistoryczne.
Właściwie w porównaniu z Wojska
Polskiego na ulicy Armii Krajowej działo się niewiele. Dopiero
nadchodzący rok okaże się dla niej przełomowy, bo ruszą
chyba wszystkie planowane na niej inwestycje. Osobiście cieszę
się z wznowienia prac na budowie "kamienicy ełckiej"
przy starym domu kultury. Przypomnę, że kilka lat temu został
rozstrzygnięty konkurs na projekt kamienicy ełckiej w tej
lokalizacji. Myślę, że obiekt ten po wybudowaniu zadziwi wielu
mieszkańców miasta swoją niekonwencjonalną formą. Wyładniało
poza tym kilka kamienic przy tej ulicy, ale to jeszcze za mało.
Trochę z przyzwyczajenia skupiam się na
centrum miasta, bo inne dzielnice i peryferie oglądam
okazjonalnie. A działo się tam sporo. Największym placem
budowy była oczywiście strefa. Powstały drogi, a przy nich
coraz to nowe pawilony i hale produkcyjne. Pomimo innego
charakteru zabudowy nie porównywalnego z zabudową centrum
miasta, to jednak cieszy, że znalazło się tam kilka obiektów
wyróżniających się formą, jak na przykład budynki PROEKO i
MASSADEKOR.
Nie zauważyłem, kiedy oddano do użytku
tyle salonów samochodowych. To obecnie jedne z najczęściej
odwiedzanych obiektów, co dziwnie kontrastuje z ogólnie panującymi
tak zwanymi nastrojami społecznymi. Najbardziej mi przypadł do
gustu salon Skody na ulicy Łukasiewicza. Od architektury
komercyjnej nie należy wiele wymagać, powinna być czytelna dla
klienta i funkcjonalna, ale jeśli przy tym jest pomysłowa, to
już nadmiar szczęścia. Nowe budynki kontrastują ze starym sąsiedztwem
i funkcjonują jak wyspy kapitalizmu na morzu socjalizmu.
(cd. w następnym numerze)
Mirosław Zadroga
[ Powrót ]