3 MAJA W WILNIE

Szczęśliwie od czterech lat Święto Konstytucji 3 Maja udaje mi się spędzać na Kresach. Zawsze są to przeżycia niezwykle wzruszające, a jednocześnie pełne zaskakujących odkryć.

Konstytucja 3 Maja 1791r. to symbol witalności Polaków, dowód możliwości cywilizacyjnych narodu, najpełniejszy, bo powstały w chwili dla niego najtrudniejszej, najcięższej - tragedii upadku państwa. I właśnie dlatego dzisiaj tam na Kresach, w warunkach dominacji odmiennej administracji, często o antypolskich zapędach, dzieło Konstytucji 3 Maja jest szczególnie żywe, krzepiące i zapładniające wyobraźnię. Wolność, równość, tolerancja, nowoczesne rozumienie pojęć "obywatel" i "naród" to wartości, które są szczególnie bliskie Rodakom mieszkającym na Kresach. Dlatego tak autentycznie i w pełni przeżywają oni 3 Maja, a razem z nimi my - przybysze z Macierzy. Tę niezwykle uroczystą atmosferę jeszcze bardziej uwzniośla kościelne Święto Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. W ten sposób konteksty, symbolika, odniesienia 3 Maja stają się jeszcze bardziej wyraziste, czytelne.

Tegoroczny najdłuższy weekend spędziłem wspólnie z nauczycielem matematyki - Marianem Pyszczkiem i młodzieżą z I LO (kl: IIIb i IIb) na Wieleńszczyźnie. W tym czasie Wilno przeżywało prawdziwą inwazję Polaków z Macierzy. Przez cztery dni naszego pobytu po mieście krążyły rozemocjowane polskie grupy chłonąc historyczne, architektoniczne, literackie atrakcje "miłego miasta". To sympatyczne zjawisko nabrało symbolicznej wymowy, gdy okazało się, że Wilno odwiedził, całkowicie prywatnie, marszałek Sejmu RP Maciej Płażyński wraz z małżonką i dziećmi. W relacjach litewskiej obsługi obiekty, które zwiedzaliśmy dzieliły się na te, które marszałek już zobaczył, lub te, które niebawem odwiedzi. Spotkaliśmy go w towarzystwie konsula RP Mieczysława Jackiewicza w podziemiach archikatedry pw św. Stanisława. Sposób i miejsce spędzania majowego weekendu bardzo dobrze świadczy o marszałku, który daje przykład polskim parlamentarzystom gdzie szukać wytchnienia, ale też i inspiracji do służby dla Rzeczypospolitej.

Świąteczny nastrój był wyczuwalny od pierwszych spotkań serdecznych z Rodakami. Spotkany przypadkowo w Trokach były wójt Henryk Jankowski przywitał nas słowami: - Oj jak pięknie kochanińkie, że wy do Wilna przyjechawszy na Trzeciego Maja. I ciągnął dalej: - Ot zobacz pan, panie Janusz, co się porobiło! Na Święto Konstytucji ludzi ciągno z Polski awtobus za awtobusem. A jeszcze piętnaście lat temu nazad inaczej bywało. Polaka z Polski nie uświadczyłeś nie tylko na to święto, ale przez cały rok. Inaczej ludzi sobie radzili. Na 1 maja zawsze była piękna pogoda i wszyscy, jak jeden mąż, szli na pole ziemniaki sadzić. A dwa dni później w trockiej farze na wieczornym majowym nabożeństwie zawsze był wielki ścisk, jak nie przymierzając na Boże Narodzenie czy na Wielkanoc.

Najbardziej wzruszającym punktem wycieczki było spotkanie w podwileńskiej Mejszagole z księdzem Józefem Otrębskim. Sędziwy kapłan (95 lat!), nazywany powszechnie patriarchą Wileńszczyzny, jak zwykle tryskał humorem, gościł po staropolsku, z uwagą i nieskrywaną radością słuchał piosenek w wykonaniu młodzieży, no i przede wszystkim wspominał i nauczał. Mówił więc ksiądz prałat o tradycji i wartościach Święta Trzeciego Maja. W tym celu nawiązał do czwartego przykazania: "Czcij ojca swego i matkę swoją" i wynikających z niego wskazań: jak należy traktować Ojczyznę jako Matkę Narodu. Prostota, a jednocześnie oczywistość, piękno i mądrość tego wywodu była porażająca. Nie tylko dla mnie, także dla młodzieży, która - widziałem to! - była urzeczona osobowością kapłana.

Trzeciego maja przed południem odwiedziliśmy znaną polską malarkę, mieszkającą w Taboryszkach, panią Annę Krepszul. To niezwykła postać. Cierpiąca od lat dziecinnych na dziesiątki bardzo dotkliwych, bolesnych chorób, poruszająca się na wózku inwalidzkim, mieszka sama w uroczej chatce nieco na uboczu wsi i maluje piękne, pełne radości, optymizmu, ciepła obrazy: portrety, kopie wileńskich świętych wizerunków, kwiaty. Jest taka jak jej prace: pełna uśmiechu, radości życia, życzliwości, z pokorą i spokojem przyjmująca wszystko co los jej przynosi. Jest często nazywana przez lirycznych wilnian (a któż z Polaków w Wilnie nie jest poetą?!) uosobieniem cierpiącej Wileńszczyzny.

Głównym punktem programu obchodów Święta Konstytucji 3 Maja w Wilnie była uroczystość składania wieńców na cmentarzu Rossa. Przy mauzoleum Marszałka zgromadziło się ponad tysiąc osób z: w Wilna, Wieleńszczyzny, Macierzy, głównie kombatanci, działacze polityczni i społeczni, ale także młodzież, w tym szczególnie gorąco przyjęci, druhny i druhowie ze Związku Harcerstwa Polskiego na Litwie. Niezwykle podniosły był sam moment składania wieńców przez przybyłe delegacje, wśród których nie zabrakło także naszych przedstawicieli. Następnie przemawiał, świeżo mianowany, ambasador RP na Litwie - Jerzy Bahr. Nawiązał on do idei mauzoleum Marszałka ("Matka i Serce Syna") tłumacząc ją nie tylko jako symbolikę związku matczyno-synowskiego, ale także związku syna Ziemi Wileńskiej z Macierzą i z Wileńszczyzną. W tamtym miejscu w takiej chwili słowa te brzmiały szczególnie przekonywująco.

Przewodniczący Związku Polaków na Litwie Jan Sienkiewicz mówił o tradycjach Rzeczypospolitej Obojga Narodów, która już w XVI-XVIII wieku realizowała wizje i koncepcje bliskie dziś twórcom Unii Europejskiej, do której przecież także współczesna Litwa aspiruje. - A skoro tak - marzył dalej lider wileńskich Polaków - to może za rok na mauzoleum Marszałka spocznie też wieniec z szarfą w kolorach Republiki Litewskiej? Byłby to rzeczywisty początek dialogu polsko-litewskiego. Następnie płomienne przemówienie wygłosił ksiądz Dariusz Stańczyk - niekwestionowany duchowy przywódca Polaków Wileńszczyzny - którego treści w pełni współgrały z odczuciami zgromadzonych. Zapanowała atmosfera patriotycznego uniesienia. Obejrzyj wiekszeZgromadzeni przenieśli ją do kościoła Ducha Świętego przy ul. Dominikańskiej, gdzie miała miejsce uroczyście koncelebrowana Msza za Ojczyznę.

To było niezwykłe świętowanie. Kolejny raz potwierdziła się teza, że tam na Kresach, na utraconych terenach II Rzeczypospolitej nasi Rodacy zdołali przechować te wartości, o których my tak często i łatwo zapominamy. Zbliża się czas letniej kanikuły. Pojedźmy na Kresy, aby przypomnieć sobie to co najprostsze i najlepsze zarazem, wrócić do źródeł, korzeni, odnowić w sobie polskość. Będzie to niezapomniana podróż, pełna duchowych przeżyć i - co nie bez znaczenia w tych naszych trywialnych czasach - także bardzo tania.

Janusz Benedykt Borowy

Na zdjęciu: Nasza delegacja: Joanna Wołyniec, Ilona Zubrzycka i Arkadiusz Szatanik, składa kwiaty przy mauzoleum marszałka Józefa Piłsudskiego na wileńskiej Rossie


[ Powrót ]