NASZ JĘZYK OJCZYSTY

"Gromem bądźmy pierw niźli grzmotem.

Górą czyny!... a słowa? A myśli?... potem!....

I uderzał w tarcz, aż się wygięła.

Lirnik na to:...

Nie miecz, nie tarcz - bronią Języka.

Lecz - arcydzieła!"

(C.K. Norwid)

Kto będzie bronił języka, jeśli urodzaj na arcydzieła jest tylko dalekim wspomnieniem?

Jeśli brak arcydzieł, bądźmy czujni i wrażliwi, aby języka nie kalać i plugawić. Fascynacja Zachodem i Ameryką, przy jednocześnie wdzierającej się globalizacji, czynią to zagrożenie realnym. Nie trzeba uczonych rozpraw i dysertacji, aby tę skalą zagrożenia ocenić i odczuć. Ot, choćby tak jak ja, pospacerować po Ełku i posłuchać rozmów rodaków. Posłuchać radia i popatrzeć w telewizor, aby zrozumieć, że media są również przesiąknięte dziwolągami językowymi, przejmujące obce, wrogie naszemu językowi naleciałości, niezgodne z elementarnymi zasadami gramatyki i ortografii, nierzadko pozbawione semantycznej logiki. Ale jakże modne! A mieliśmy już kiedyś modę na wszechobecną łacinę. Powstały w XVII wieku utwory przesycone tak zdeformowaną łaciną, że mowa i język stawały się niezrozumiałe nawet dla mówiącego czy piszącego. Tak zwane makaronizmy najliczniej reprezentowane są w Pamiętnikach" Jana Chryzostoma Paska i innych jemu współczesnych. W XVIII wieku nawiedziła nas z kolei moda francuszczyzny i to tak w modzie, jak i mowie. Próbowali walczyć z nią pisarze i poeci oświecenia i romantyzmu.

Fascynacja cudzoziemszczyzną osłabiła nie tylko język i siłę państwa, której fundamentami była polskość, obyczaje, narodowe tradycje i religia. Propagowanie idei kosmopolitycznych, prywata, żądza władzy i bogactwa szlachty i magnaterii za wszelką cenę, pozbawiły nas niedługo potem suwerenności i godności narodowej, Przez 123 lata zaborów niszczono w nas, w sposób planowy i konsekwentny, wszelkie objawy polskości.

Germanizacja i rusyfikacja jak rak toczyły ojczystą mowę. Użyto przeciw niej siły militarne, administracyjne i kościelne zaborców. Na szczęście powstały arcydzieła, na szczęście prosty lud nie dał się ani zrusyfikować, ani zgermanizować . Wysiłek zaborców okazał się syzyfową pracą. Nie było niepodległości., ale naród polski żył, bo: "Naród żyje, dopóki jego język żyje". Te znamienne słowa językoznawcy, Karola Liebelta, były otuchą i siłą przetrwania w domu niewoli. Mało tego. Najpiękniejsze arcydzieła powstawały na przekór, w tych najcięższych latach prześladowań. Jednak walka o język zaczęła się o wiele, wiele wcześniej. Piękno języka, wiara w jego siłę i znaczenie pobudziła do twórczych wysiłków Mikołaja Reja, mimo braku literackich tradycji i odpowiedniego wykształcenia, autora słynnej wypowiedzi:

"Niechaj to wżdy postronni narodowie znają

Iż Polacy nie gęsi i swój język mają."

Udowodnił to w sposób artystycznie doskonały mistrz Kochanowski swoją znakomitą i bogatą twórczością. Mógł z dumą, świadomy swoich artystycznych dokonań, stwierdzić:

"I wdarłem się na skałę pięknej Kaliopy

Gdzie dotychczas nie było znaku polskiej stopy."

I chociaż ogromna była różnica w poziomie artyzmu twórczości obu poetów, to ich zasługi w rozwoju języka ojczystego są nie do przecenienia. Dumę z piękna języka ojczystego podkreślali pisarze i poeci baroku i oświecenia. Dorobek literacki Krasickiego, Naruszewicza, Bohomolca i Zabłockiego umacniał i rozwijał piękno ojczyzny-polszczyzny.

Apogeum urody i doskonałości narodowego języka udało się osiągnąć w poezji polskich wieszczów. Tym bardziej, że idą one w parze z treściami patriotycznymi najlepszych utworów romantyków. Powiem więcej, język i dzieła stały się potężnym orężem w walce z zaborcami. Były one później artystyczną motywacją do tworzenia arcydzieł pisanych "ku pokrzepieniu serc", uhonorowanych literacką nagrodą Nobla.

Czym jest i powinien być język ojczysty, najbardziej ilustrują słowa J. Słowackiego:

"Chodzi mi o to, aby język giętki

Powiedział wszystko, co pomyśli głowa;

A czasem był jak piorun jasny, prędki,

A czasami smutny jako pieśń stepowa

A czasem piękny jak Aniołów mowa..."

A nam, Polakom o co chodzi? A może już miłość do ojczystego języka jest niemodna? Jeśli nie, to nie gódźmy się na profanację języka. Zaszczepiajmy piękne wzory. Nie pozwólmy go plugawić mową "linqua vulgaris". Jeśli nie mamy przekonania, to posłuchajmy poetów:

"Język naszym skarbem świętym,

Nie igraszką obojętną;

Nie krwią, ale atramentem

Bije dzisiaj ludów tętno..."

Tak żartobliwie o języku wypowiada się T. Boy-Żeleński. I dodaje: "Jaki język - taki naród". A wcześniej Jan Andrzej Morsztyn przyznaje: "Język za dworstwo miałem i za żarty."

Skoro język jest "naszym skarbem świętym" - mamy obowiązek go strzec i chronić przed profanacją. Kazimierz Brodziński wręcz nakazywał:

"Czcij twój język, Lechów rodzie

Jedne wziąłeś na twe lodzie

Po matce skarb ocalony..."

Poeta składa hołd Polakom walczącym o przetrwanie i zachowanie języka:

"Wieczna w tym języku chwała

Tym, co strzegli go od szkody."

Jest to przesłanie i dla nas na czas dzisiejszy i późniejszy. Język, którym posługują się dzieci i młodzież musi być korygowany przez rodziców i szkołę. Dorośli nie mogą dawać złego przykładu. Język dorosłych, ten wulgarny i niechlujny, przenika do mowy i młodzieży. A niezależnie, młodzi ludzie lubują się w słownictwie, którego daremnie szukać w słowniku poprawnej polszczyzny. Jakże powszechne są już słowa typu: "ściema", "odlotowo", "superancko" itp., nie mówiąc o wtrętach angielskich czy amerykańskich. Jeszcze bardziej rażąco groteskowy jest język nowobogackich. Ci nie znają miary w stosowaniu zapożyczeń anglojęzycznych nawet wtedy, gdy w wypowiedzi brak logiki i sensu. Posługują się nimi, bo nowomowa jest modna. A oni przy tym czują się mądrzejsi, ważniejsi i lepsi od innych. O potrzebie prowadzenia walki o czystość języka nie trzeba nikogo przekonywać. Trzeba piętnować i zwalczać złe wzory, a przekazywać te dobre. Są w radiu i telewizji, choć nieliczne, takie programy i inicjatywy. Takim dobrym przykładem może być ogłoszony w telewizji konkurs Mistrza Mowy Polskiej. Każdy telewidz ma możność wyboru mistrza w głosowaniu telefonicznym lub internecie. Troska o piękno języka jest naszym obywatelskim obowiązkiem. Wciąż aktualny jest nakaz Franciszka Ksawerego Dmochowskiego w "Sztuce rymotwórczej":

"A nade wszystko szanuj mowę ojczystą.

Nie znać języka swego - hańbą oczywistą".

Władysław Stępień


[ Powrót ]